
6000 The Deep Sea of Madness, to nie nowinka na polskim rynku. Jednak niedawno wydawnictwo Yumeragi postanowiło zrobić wyprzedaż tego tytułu, a ja i tam miałam go wpisanego na listę rzeczy do kupienia. Tym bardziej opcja była kusząca, że cena przystępna, a i pewnie niedługo nie będę mogła aż tak szastać pieniędzmi na swoje hobby.
Wracając do mangi. Wydanie jest naprawdę dobre. Bez wstydu może stać obok wydań JPFu, czy Waneko. Cztery tomy otwiera i zamyka niebieski kolor obwoluty, kolor który jednoznacznie kojarzy się z wodą i świetnie pasuje do do tematu głębin. Ogólnie pod względem grafiki i wydania jest bardzo dobrze.
Wypadało by wspomnieć co nieco o fabule. Cóż, z racji, że tekst nie pretenduje jakoś do pełnoprawnej recenzji, to nie będę się zbyt wiele rozpisywać. Tym bardziej, że sam tytuł mówi nam czego mamy się spodziewać. Oto mamy bazę podwodną, która znajduje się 6 tysięcy metrów pod powierzchnią wody (6 kilometrów, to naprawdę sporo!). Trzy lata temu zdarzył się tam wypadek, w wyniku którego zginęła cała obsada stacji. A teraz towarzyszymy nowej załodze, która ma doprowadzić bazę do porządku. I mało kto wie, co stało się te 3 lata temu. Zresztą tego dowiemy się dopiero w trakcie czytania komiksu.


Komu mogę polecić 6000 The Deep Sea of Madness? Na pewno każdemu fanowi historii z dreszczykiem. Oto mity i dziwaczne stwory wkraczają w świat inżynierów i zaawansowanej technologicznie stacji wydobywczej. I choć dużo zostało wyjaśnione, to jednak dalej sporo zostało do dopowiedzenia sobie przez czytelnika. Z pewnością od czasu do czasu będę wracać do tej pozycji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz